Oddanie do użytku gimnazjum opóźni się

February 5th, 2002

Szybko posuwają się prace przy budowie gminnego gimnazjum w Luzinie. Zakończono już wszystkie prace murarskie przy pierwszym etapie budowy tego obiektu. Położono instalacje elektryczną i sanitarną. Wylano też posadzki. Trwają prace nad budową kanalizacji. Read the rest of this entry »

Trójmiejskie derby w play off

February 4th, 2002

Drugoligowe siatkarki zakończyły sezon zasadniczy. Teraz osiem drużyn utworzy dwie czwórki. W pierwszej, walczącej o awans, pierwszy w tabeli Alpat Gdynia, zagra z czwartym Olimpijczykiem Gdańsk.

Gdynianki w 14 spotkaniach nie doznały porażki. W sobotę pokonały w Sulechowie rezerwy Zawiszy 3:0 (25:21, 25:18, 25:16).
ALPAT wystąpił w składzie: Szajek, Podgórniak, Słodnik, Chodorowska, Zygmuntowicz, Perończyk oraz Kudyba (libero), Kałdonek.
- Ze względu na sesję egzaminacyjną, niektóre nasze zawodniczki pozostały w Gdańsku – stwierdziła trener Alpatu, Małgorzata Kałdonek. – Nie wpłynęło to na naszą postawę, a mecz zakończył się po 50 minutach.

Z kolei walczący o miejsce w czołowej czwórce Olimpijczyk pokonał w Gdańsku rezerwy Nafty Gaz Piła 3:0 (25:16, 25:23, 25:16).
OLIMPIJCZYK wystąpił w składzie: Kołodziejczyk, W. Skłucka, Kolasa, Kowalczyk, Bernatowicz, Jankowska oraz Lorkowska (libero), Brzostowska.
Podopieczne trenera Jacka Łapińskiego bez kłopotów rozprawiły się z Naftą, która przyjechała do Trójmiasta w zaledwie 8-osobowym składzie. W pierwszym secie przewaga gospodyń rosła niemalże od początku. Pilanki nie nadążały z ustawieniem bloku, a także często nie mogły sobie poradzić z zagrywką Olimpijczyka. Kiedy przy stanie 16:6 asem serwisowym popisała się najbardziej doświadczona w gdańskim zespole Tamara Kołodziejczyk, siatkarki Nafty musiały dać za wygraną.

Druga partia nie była już tak jednostronna. Przyjezdne nawet prowadziły (5:3, 16:14 i 21:17). Wówczas na zagrywkę weszła Kołodziejczyk. Skuteczna passa ,Tami” zakończyła się dopiero, kiedy Olimpijczyk wyszedł na czoło 22:21. Gdańszczanki nie pozwoliły sobie już wydrzeć zwycięstwa.
W ostatniej partii było 4:0 dla Nafty, ale od stanu 6:6, po raz kolejny dzięki skutecznym serwisom, Olimpijczyk ,odskoczył” na 11:6. Później zagrywką ,rozbiła” pilanki Walentyna Skłucka, która także dzięki atakom, przynoszącym drużynie z Gdańska punkty, miała
największy udział w sobotnim zwycięstwie.

Po niespodziewanym zwycięstwu Banku Pocztowego II Bydgoszcz nad OPP Kołobrzeg 3:1, Olimpijczyk zajął czwarte miejsce w tabeli. Do rywalizacji o awans do serii B pierwszej ligi przystąpią zespoły z miejsc 1-4 i gdańszczanki najpierw zmierzą się w derbach z gdyńskim Alpatem. Rywalizacja rozpocznie się 16-17 bm. w Gdyni i toczyć się będzie do trzech wygranych.
W czwartym spotkaniu Przylesie Koszalin przegrało z Nowym Domem Chodzież 1:3.

Autor artykułu: Maciej Polny

Hokeiści Stoczniowca Gdańsk awansowali na trzecie miejsce w ekstralidze

February 4th, 2002

Hokeiści Stoczniowca Gdańsk pokonali na własnym lodowisku GKS Tychy 4:3 i awansowali na trzecie miejsce w ekstralidze. Bohaterem meczu był Zdenek Jurasek, który strzelił dla gospodarzy dwie bramki, a przy dwóch innych asystował.

- Jestem bardzo zadowolony. Przeciwnik postawił nam wysokie wymagania. Długo nie mogliśmy się rozjeździć. Z biegiem czasu nabieraliśmy coraz większego rozpędu. W końcu strzeliliśmy o jedną bramkę więcej i dlatego wygraliśmy – mówił po meczu Jurasek.

Przed rozpoczęciem spotkania z Tychami w Gdańsku najbardziej obawiano się pierwszego ataku gości (Horny, Rzimsky, Smolik), który w tegorocznych rozgrywkach strzelił 62 bramki. W meczu ze Stoczniowcem dorobku tego nie powiększył, choć jego początek pomyślny był dla przyjezdnych. Janusz Gurazda wykorzystał niezdecydowanie Roberta Fraszko i strzałem przy słupku pokonał Tomasza Wawrzkiewicza. W zamieszaniu podbramkowym wyrównał Jurasek i był to setny gol stracony przez zespół GKS Tychy w tym sezonie. Pod koniec tercji Wojciech Majkowski dobił odbity przez Wawrzkiewicza krążek po strzale Tomasza Demkowicza i goście ponownie objęli prowadzenie.

Kiedy w drugiej tercji na 3:1 wynik podwyższył Marcin Ćwikła, wydawało się że goście wywiozą znad morza komplet punktów. Kontaktową bramkę strzelił Roman Skutchan, który chwilę wcześniej trafił krążkiem w słupek.
Losy meczu rozstrzygnęły się w trzeciej tercji. Zwycięskie bramki stoczniowcy zdobyli, grając w liczebnej przewadze (kary Wojciecha Sosińskiego i Mateusza Burzydły). W obu przypadkach potrzebowali na to zaledwie kilkunastu sekund.
W trakcie całego spotkania członkowie gdańskiego klubu kibica palili świecę. Chcieli w ten sposób uczcić rocznicę śmierci Pawła Roga, który dopingując hokeistów Stoczniowca, zmarł na atak serca.

Autor artykułu: Adam Suska

Spójnia – Prokom Trefl

February 4th, 2002

Trzeciej porażki w rozgrywkach ekstraklasy doznali koszykarze Prokomu Trefla Sopot. W Stargardzie przegrali ze Spójnią 81:85 (24:19, 24:25, 19:24, 14:17).
Kibice z Sopotu, którzy pojechali za koszykarzami do Stargardu, krzyczeli po meczu, że “nic się nie stało”.

- Trudno się nie zgodzić z taką opinią. Po prostu zagraliśmy słabiej, jednocześnie trafiając na dobrze dysponowanego rywala, który po raz pierwszy zagrał w tak silnym składzie – stwierdził drugi trener sopocian, Mariusz Karol.
Spójnię oprócz Rashida Atkinsa i Kevina Turner, zasilił odesłany z Legii Litwin Gintaras Stulga. Zgodnie z przewidywaniami najgroźniejszy okazał się Atkins, który trafiał regularnie, często z nieco ,wariackich” pozycji.
Pierwsza kwarta nie zapowiadała zwycięstwa gospodarzy. Koszykarze Prokomu prowadzili i taka sytuacja trwała do 20 min. Dopiero w trzeciej odsłonie dopingowani przez kibiców (wypełnili trybuny do ostatniego miejsca) stargardzianie podkręcili tempo i objęli prowadzenie. Ostatnie minuty były emocjonujące. Na niecałą minutę przed końcową syreną Spójnia prowadziła 83:81, ale przewagę zdołał powiększyć Atkins. Goście próbowali jeszcze zniwelować straty, jednak ostatnia z akcji zakończyła się zgubieniem piłki. I właśnie straty, których sopocianie zapisali na koncie aż 14, były główną przyczyną przegranej, także słabsza skuteczność.
W zespole sopockim nie zagrał chory na grypę Darius Maskoliunas. Zabrakło także zakontraktowanych w ostatnich dniach Gary’ego Alexandra i Ivo Newbilla. Newbill ma przyjechać do Sopotu najpóźniej w najbliższy czwartek.
- Nie robimy z tej porażki tragedii – mówi prezes sopockiego klubu, Tadeusz Szelągowski. – Zdarzają się słabsze występy. Odczuwalny był brak Maskoliunasa, ale przede wszystkim “nie siedział” nam rzut i zabrakło chyba dyscypliny taktycznej.

Autor artykułu: (m)

Szaletowe potyczki

February 2nd, 2002

W mieście mają zostać zlikwidowane miejskie szalety – tak zadecydował Zarząd Miasta. Zdaniem władz kurortu zbudowane kilkanaście lat temu szalety na promenadzie nie pasują do otoczenia. Są zdewastowane i chylą się ku upadkowi.

Jednak część radnych, przedsiębiorcy, jak również wielu mieszkańców miasta uważa, że to niezbyt dobry pomysł. – Gdzie turyści będą załatwiać swoje potrzeby? Na plaży, wydmach? – pytają właściciele okolicznych lokali gastronomicznych. – Czy będą przychodzić do naszych lokali, w których obowiązuje przecież zakaz pobierania opłat? Mamy utrzymywać toalety miejskie?

Przedsiębiorcy przypominają, że już wcześniej odbyły się dwa przetargi na ten obiekt. Według nich obwarowania były nie do przyjęcia przez inwestorów.
- Miasto chciało za dużo nic w zamian nie dając. Wielu twierdzi, że miasto zachowuje się jak pies ogrodnika – sam nie wykorzysta terenu ale też nikomu na to nie pozwoli – uważają gastronomicy.

Autor artykułu: aleksa

Czarni Słupsk – Noteć Inowrocław.

February 2nd, 2002

Przed spotkaniem wszyscy kibice mogliby wspominać czasy w których trener Jerzy Chudeusz prowadził Czarnych Słupsk w pierwszym sezonie gry w ekstraklasie. Albo te nieliczne mecze w których na zmiany, na kilka minut wchodził Tomasz Mrożek. Nie były to jednak jego najlepsze dni. W pamięci pozostaną chwile gdy stawał w narożniku boiska tuż przed linią 6.25 cm i próbował oddać celny rzut. Z jakim skutkiem? Marnym. Częściej jego miejsce było w narożniku, ale niestety ławki rezerwowych.

Jednak nie o wspomnienia chodzi. Kibicom w Gryfii ciężko sobie przypomnieć dobrą grę Czarnych w tym sezonie. Ostatnie zwycięstwo z Anwilem odniesione przecież zostało przeszło 40 dni temu, jeszcze w ubiegłym roku. Wtedy nawet Andrzej Lepper był wicemarszałkiem sejmu… Pokaże się jednak w końcu w Gryfii Michał Hlebowicki, wystąpi już także Marcin Stokłosa. Trenerowi Krutikowowi zapewne przybyło już kilka siwych włosów od rozmyślań jak powstrzymać Austina, strzelca wyborowego Noteci. Oby po meczu nie pojawił się nawet o jeden więcej. Może Rafał Frank potrafiłby sprostać zadaniu specjalnemu i powstrzymać Amerykanina?

Goście powinni przyjechać z nowym rozgrywającym, wypożyczonym ze Spójni Łukaszem Żytko. O ile jednak dopełnili formalności w PLK, to tuż przed wyjazdem wciąż zbierali opłaty dla Spójni. Może okazać się że nie zdążą. Wtedy jako zmiennik Welscha (doszedł do siebie po kontuzji, ale odbył z zespołem dopiero 4 treningi) przybędzie młody Krzysztof Szubarga. Nie zagra za to Jarosław Kalinowski.

W czwartek przeszedł operację. Jeśli w Słupsku pocieszamy się, że potrafiliśmy wygrać z Anwilem to pamiętajmy, że Noteć zrobiła to na wyjeździe… Goście mieli ostatnio problemy z wypłatą należności, gracze nieoficjalnie strajkowali nawet jeden dzień i odmówili wyjazdów na sparingi do Ostrowa.

Autor artykułu: res

Gwiazda operetki

February 2nd, 2002

Gwiazda polskiej operetki wystąpiła wczoraj na deskach słupskiego Teatru Impresaryjnego. Słupszczanie po raz kolejny mieli okazję wysłuchać w jej wykonaniu arii i pieśni. Grażyna Brodzińska jest córką duetu operetkowego Ireny Brodzińskiej i Edmunda Waydy, tenora, reżysera i dyrektora teatrów muzycznych. Swoją edukację zawodową rozpoczęła od baletu.

Po ukończeniu Studium Wokalno-Aktorskiego zadebiutowała na zawodowej scenie Teatru Muzycznego rolą księżniczki Mi w “Karinie uśmiechu” F. Lehara. Obecnie występuje w warszawskim Teatrze Muzycznym. Śpiewa repertuar operetkowy, operowy i musicalowy. Świetna aktorka i stepująca tancerka. Brała i bierze udział w nagraniach radiowych i telewizyjnych, odbyła niezliczoną ilość koncertów i tournee teatralnych w kraju i za granicą. Zaśpiewała wiele głównych ról operetkowych, m.in. partię Adeli w “Zemście nietoperza” J. Straussa w Operze Narodowej w Warszawie i Euredyki w “Orfeuszu w piekle” J. Offenbacha w Kammeroper w Wiedniu. Wraz z Bogusławem Morką nagrała płytę kompaktową “Pardon Madame” z najpopularniejszymi duetami operetkowymi.

Grażyna Brodzińska
Miejsce urodzenia: Bronowice pod Krakowem
Wykształcenie: Studium Wokalno-Aktorskie Danuty Baduszkowej w Gdyni
Miejsce pracy: Teatr Muzyczny “Roma” Warszawa

Autor artykułu: JJ

Gmina Ustka. Szansa na pracę

February 1st, 2002

20 bezrobotnych bierze udział w szkoleniu w ramach programu “Wartownik cywilny” realizowanego przez Powiatowy Urząd Pracy w Słupsku. Zatrudnieniem przyszłych agentów ochrony zainteresowana jest Jednostka Wojskowa z gminy Ustka. Autorami programu “Wartownik cywilny” są pracownicy Powiatowego Urzędu Pracy w Słupsku.

- Kurs, finansowany przez Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa, skierowany jest przede wszystkim do bezrobotnych byłych pracowników Państwowych Gospodarstw Rolnych i członków ich rodzin – mówi Marcin Horbowy, pracownik słupskiego urzędu. – Ma na celu podniesienie ich kwalifikacji i tym samym ułatwienie znalezienia pracy. Kurs zakończy się pod koniec lutego egzaminem państwowym. Osoby, które uzyskają licencję pracownika ochrony, zatrudni Jednostka Wojskowa z gminy Ustka.

PUP przygotował już kolejny wykaz szkoleń, którymi chce objąć ponad 250 bezrobotnych byłych pracowników PGR. Dla bezrobotnych z wykształceniem zawodowym przygotowano m.in. kursy montażu okien, spawania i obsługi wózków widłowych. Dla osób z wykształceniem średnim – kursy podstaw księgowości, czy nowoczesnej obsługi biura.

Autor artykułu: ALA

Fotografie starego Słupska leżały na strychu kilkadziesiąt lat

February 1st, 2002

To był przypadek. Pomiędzy dachem a podłogą strychu kamienicy przy ul. Niemcewicza w Słupsku Robert Stachura znalazł niewielkie zawiniątko. Ostrożnie wyciągnął je na światło dzienne. Metalowe pudełko było starannie owinięte w pożółkłą ze starości, niemiecką gazetę z 1937 r. W środku coś brzęczało.

- Myślałem, że jakieś monety – śmieje się Stachura. – Przeniosłem zawiniątko do kuchni i poprosiłem żonę, żeby rozwinęła, bo ja miałem cale ręce w sadzy. Odwinęliśmy i otworzyliśmy jedno wieczko. W środku ku naszemu zdumieniu i rozczarowaniu znaleźliśmy jedynie zwykły, stary sznurek. Okazało się, że jest jeszcze jedno miejsce w pudełeczku które można otworzyć. I stamtąd wydobyliśmy wycior do sznaucera. Trochę się na tym znam, bo lubię starą broń.

Od tamtej pory Robert Stachura przeszukiwał strych już kilkakrotnie. Miał nadzieję, że jak znalazł wycior, to może gdzieś ukryty jest też sznaucer.
- Kiedy robotnicy zmieniali dach to chodziłem za nimi krok w krok, ale sznaucera ani śladu – dodaje.
Wśród drewnianych krokwi znalazł jeszcze stary modlitewnik, pisany po niemiecku, gotykiem. Nigdzie nie ma daty jego wydania, ale na pewno pochodzi z początku zeszłego stulecia, na co wskazują pozostałe znalezione rzeczy. Przede wszystkim zdjęcia. Jest ich kilkanaście. Wszystkie nadgryzione zębem czasu. Najbardziej zliczeni uległo to najcenniejsze, jak się wydaje. Przedstawia grupę słupskich tramwajarzy na tle tramwaju. Rozpoznać można jednak tylko kilka twarzy.
- To zdjęcie jest największe formatem – pokazuje pan Robert. – W nie włożone były pozostałe.

Na zdjęciach widać pruskich żołnierzy, którzy prawdopodobnie szykowali się do wyruszenia na fronty I wojny światowej. Większość fotografii to jednak zdjęcia rodzinne. Niektóre robione w studio, pozowane, na których wytłoczona jest nazwa atelie, oczywiście w języku niemieckim: Rudolf Maleck, Stolp, Banhofstrasse. Część z nich to zapewne zdjęcia amatorskie, robione przy okazji pikników. Jedno z nich jest szczególnie ciekawe, bo… kolorowe. Mundur niebieski, czerwone lampasy na spodniach.
- Ktoś domalowywał kolory na wykonanym już zdjęciu – pokazuje Stachura. – Trzeba przyznać, że zrobił to niezwykle precyzyjnie.

Interesującą rzeczą jest również to, że zdjęcia te służyły współczesnym jako pocztówki. Trudno powiedzieć, czy to odbitki zdjęć robione były już na specjalnym papierze, który miał z tyłu nadruk, czy też były np. stemplowane. Musieliby sprawdzić to specjaliści. W każdym razie na pewno były przesyłane pocztą, o czym świadczą odpowiednie stemple.
Pan Stachura znalazł te “skarby” cztery lata temu. Nikomu się tym specjalnie nie chwalił, nie sądził, że może to kogoś zainteresować.
- Pokazywałem czasami znajomym – przyznaje. – Ale nigdy nie myślałem o tym, jako o czymś cennym. Dopiero kilka dni temu, kiedy jeden z moich kolegów zobaczył te rzeczy, stwierdził, że warto byłoby to nagłośnić. Przyprowadził ludzi z telewizji i prasy. Trafili też historycy ze słupskiego muzeum. Dokładnie oglądali wszystko, zrobili dokładny spis. Co z tego wyniknie. Nie wiem.

- Obejrzeliśmy znalezisko pana Stachury i niewątpliwie jest to ciekawostka – przyznaje Alicja Konarska, kustosz muzeum. – Szkoda, że nie wiadomo kogo przedstawiają te zdjęcia. Być może warto byłoby się pokusić o odszukanie nazwisk ludzi, którzy kiedyś mieszkali w tej kamienicy.
Zdjęcia są bardzo zniszczone, wymagają dość gruntownej ingerencji konserwatorskiej. Dlaczego zdjęcia zostały ukryte? Nawet jeśli ich właściciel musiał w pośpiechu opuścić Słupsk. Dlaczego nie zabrał ich ze sobą?
Pan Robert chciałby zeskanować zdjęcia i “wrzucić” je do Internetu.

- To jedyny sposób, żeby dotarły do szerokiego kręgu ludzi, również za granicę – zastanawia się. – Być może jakimś trafem, ktoś rozpozna na nich kogoś bliskiego. To na pewno byli Niemcy, bo przecież oni mieszkali w Słupsku na początku XX wieku. Jeśli nikt się nie zgłosi to chyba przekażę te “skarby” do słupskiego muzeum.

Autor artykułu: JJ

Biesowice. W szkole uczą alfabetem Breila

February 1st, 2002

Niewidoma dziewczynka uczy się w Szkole Podstawowej w Biesowicach. Dzięki wytrwałości pedagogów poznała już pierwsze litery.

Ela Masny w zajęciach uczestniczy od początku tego roku szkolnego. Program nauczania realizuje za pomocą węchu, słuchu, dotyku. Jeszcze rok temu, nie chciała słyszeć o szkole, gdzie przyjeżdżała tylko ze swoją mamą. Pedagog Zofia Brzezicka, która prowadzi zajęcia, razem z Elą uczy się alfabetu Breila. Tylko w ten sposób może nauczyć dziewczynkę pisać i czytać.

- Litery piszę przy pomocy dłuta – tłumaczy Brzezicka. – Dużo przedmiotów wyklejam jej z plasteliny, liczy przy pomocy kredek i klocków. A alfabetu Breila uczyłam się na kursie zorganizowanym przez Centrum Szkolenia Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Bydgoszczy.
W ubiegłym półroczu, Ela miała tygodniowo 4 godziny zajęć, od przyszłego miesiąca do szkoły będzie przyjeżdżała 3 razy w tygodniu na dwie godziny lekcji.

- Dziewczynka miała dwie możliwości, albo pójdzie do ośrodka dla niewidomych w Laskach, albo będzie się uczyła w naszej szkole, postanowiliśmy podjąć wyzwanie – mówi Kazimierz Pamuła, dyrektor Szkoły Podstawowej w Biesowicach. – Ela jest przypisana do pierwszej klasy i realizuje program z tej klasy
- Moim zadaniem jest nauczyć Elę czytać i pisać – mówi pedagog. – Do tego jednak dziewczynka potrzebuje maszyny do pisania.

Dyrektor Pamuła, wspólnie z pedagog Brzezicką zorganizowali akcję zbierania pieniędzy, do swoich znajomych, lokalnych przedsiębiorców wysłali listy z prośbą o pomoc. Napływają już pierwsze wpłaty.

Autor artykułu: Magdalena Majewska